Piątek 17 września 2021 | Imieniny: Franciszka, Hildegardy, Roberta

Rejestracja Zaloguj się
golfkwidzyn
AVIVA - SPRAWDZAMY JAKOŚĆ KWIDZYŃSKIEGO POWIETRZA - KLIKNIJ TUTAJ

Puls Kwidzyna > Felietony

LIST DO PREMIERA (FELIETON)

MariuszList czołowego polskiego flisaka pana Jana Zofii Koniczyny do Premiera nie wywołał być może ogromnego zainteresowania, lecz był na tyle ciekawy, że zacytuję niektóre jego fragmenty jak i urywki ze spotkania, które odbyło się kilka dni temu między przedstawicielami flisactwa polskiego a Jego Ekscelencją.

„Szanowna Partio, najdrożsi kumotrzy i totumfaccy działający w niej, wiecie, a może i nie wiecie, ale w 2007 roku byłem w gospodzie ludowej Pod Flisem, gdzie między innymi czekaliście na wyniki wyborów. Piłem z Wami na umór, radując się z przegranej watahy, której nazwy nie wymienię z obrzydzenia. „Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami”, ale nadeszła ta chwila, kiedy muszę Was powiadomić, że moja cierpliwość się skończyła i jesienią nie oddam na Was swojego głosu. Nie zagłosuję, choćby zęby rwali i wataha wróciła do władzy. (…)”

Dalej niektórzy wiedzą: nastąpiły gorzkie żale, wyrzuty, skargi i łajania. Jan Zofia Koniczyna przejechał się po całości i nie pozostawił najmniejszych wątpliwości, że jego miłość ku jedynej nowoczesnej, nieobciachowej i europejskiej Partii wyparowała jak rozlany spirytus.

Jego Ekscelencja nie zasypiał gruszek w popiele, jeno zabrał się w sobie i sprosił niezadowolonych swych wielbicieli na spotkanie nad kieliszkami czegoś pomarańczowego. Zeszło się grono wybitne. Flis we flisa, chłop w chłopa. Zasiedli, wykrzesali ze swych twarzy surowych marsa okrutnego, żeby nikt nie miał wątpliwości, że przywiodła ich sprawa ważna i poważna.

Główny kontestator pilnował porządku dyskusji, uciszając głównie pozostałych flisów, żeby się nie zapędzili. Flisacy zresztą mitygowali się sami, gdy tylko zbliżali się do spraw przykrych i niesympatycznych. Jego Ekscelencja pokazał cały zestaw min: od jowialnej, przez sfrasowaną do groźnej.

Odpowiadał swobodnie i z wrodzonym wdziękiem. Nie dał się sprowokować odważnym do bulu (przepraszam – bólu) rozmówcom. Pytania zahaczały wszystkich problemów, lecz zręczne riposty Ekscelencji odrzucały je lekko, budząc u flisów ledwo tłumiony wstyd i zatrwożenie.

Kilka razy dochodziło do sytuacji gorszących, gdy Jego Ekscelencja musiał bić się w muskularną pierś i posypywać jedwabiste włosy popiołem. Zbierał się jednak w sobie, otrząsał, żeby buchnąć sprawiedliwym gniewem przeciwko watasze, która główną jest przyczyną, że kilka drobnych zresztą i nie najważniejszych spraw się jednak nie udało. Nawet z tym „nieudaniem” sprawa nie jest jednoznaczna, bo jak wielokrotnie wynikało ze słów Jego Ekscelencji, pozory to tylko kryjące za sobą rzeczywiste sukcesy i osiągnięcia. Żałosna mina Premiera będzie co wrażliwszych widzów długo jeszcze budzić po nocach, a jego wyznanie, że „w czymś tam był zbyt optymistyczny” jest wyrzutem przeciwko bandzie pesymistów, którzy prawdziwego optymizmu i zapału uszanować nie potrafią.

Ludzie małego ducha sarkali po kątach i zarzucali, że coś im w tym spotkaniu śmierdziało, że wyglądało to na zwyczajną ustawkę z ustalonymi warunkami, że pytania były słabe, a odpowiedzi niekonkretne. Flisowie nie chcieli lub nie potrafili przyprzeć do muru Jego Ekscelencji i pozwalali jej na kluczenie, wykręty i zagadywanie tematów. Wstrętne te i plugawe podejrzenia świadczą bardziej o tych, którzy je wysnuwają, niż o Flisach, którzy (jak mówił Poeta) „są to ludzie czcigodni, jak wiecie”.

 

mariuszej4@wp.pl

 

Oceń artykuł
Autor: Mariusz Ejsmont | Sobota 2 kwietnia 2011 | 000 3212
KWIDZYNIACY MAM PROGNOZA POGODY
Prawa autorskie 2010 - 2021 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem