Wtorek 28 września 2021 | Imieniny: Luby, Wacława, Salomona

Rejestracja Zaloguj się
golfkwidzyn
AVIVA - SPRAWDZAMY JAKOŚĆ KWIDZYŃSKIEGO POWIETRZA - KLIKNIJ TUTAJ

Kultura > Strefa niezależna

PENSJONAT POD AMORKIEM

10 maja 2015 roku to kolejna data, która wpisała się w historię działalności Grupy Teatralnej Jerzego Majdy. Premierę piątego już widowiska słowno-muzycznego pt. „Pensjonat pod Amorkiem” obejrzała, wypełniona do ostatniego miejsca, widownia kwidzyńskiego teatru. Spektakl miał charakter charytatywny - na rzecz kwidzyńskiego hospicjum.

 

Czas na podziękowania

Po „Augustowskich Nocach” z 2004 roku, „Pikniku pod gwiazdami” z 2006 roku, „Zjazdu absolwentów” z 2013 roku i „Rocznicy ślubu” z 2014 roku - przyszedł czas na kolejne przedstawienie tego popularnego zespołu artystycznego. Premiera najnowszego widowiska Grupy Teatralnej Jerzego Majdy pt. „Pensjonat pod Amorkiem” to efekt półrocznych prób, dziesiątek godzin spędzonych na powtarzaniu kwestii scenariusza i licznych prób wokalnych.

Sobotnia frekwencja w dalszym ciągu świadczy o tym, że chcemy się bawić, chcemy ze śmiechu wylewać łzy i chcemy się wzruszać. Blisko dwie godziny spektaklu na wesoło i z przymrużeniem oka - pokazały szarą rzeczywistość, a dobre i przyjemne piosenki niejednego widza „porwały” we własną podróż życia. Jednym słowem – znowu przedsięwzięcie trafiło w gusta.

Kurtyna w górę
- Macie być skupieni, ale nie spięci... macie się tym bawić. Jak wchodzicie w buty postaci, to w tych butach chodzicie przez godzinę czterdzieści. Całe serce i duszę dajecie swojej postaci. Mówicie, krótko, cięto, złośliwie. Wokaliści jeśli się pomylą to mają na poczekaniu zmyślać tekst, byle melodia się zgadzała – z uśmiechem zachęcał aktorów tuż przed ich wyjściem na scenę Jerzy Majda, scenarzysta i reżyser spektaklu.
Tym razem pretekstem do spotkania był chory kręgosłup żony. Akcja rozgrywa się w pensjonacie, gdzie nie zabrakło także zabawnej intrygi. Czyli samo życie, z dawką humoru plus dobrą piosenką. Lecz tego żadne słowa nie opiszą – to trzeba po prostu zobaczyć.

By widz był w ciągłym napięciu
Scenariusz widowiska tworzono około trzech miesięcy, później powstawały kolejne odsłony, ale tak naprawdę dopiero próby doprowadziły do ostatecznej wersji. Każdy scenariusz był modyfikowany a niektóre sceny bardziej zostały uwypuklone, aby wydobyć akcenty komiczne, gdzie oprócz dowcipu słownego ważny jest też dowcip sytuacyjny.
- I tak powstawał zupełnie nowy scenariusz. Mam ten komfort psychiczny, że piszę scenariusz pod konkretną osobę, która również może wprowadzić własne elementy i ma realny wpływ na niektóre sytuacje. Aktorzy sami też wzbogacają sceny drobnymi detalami, niuansami, bo na tym polega charakter naszego widowiska. Moją rolą jest wymyślanie scen, gagów, wątków, jakiś myśli przewodnich – opowiada nam Jerzy Majda. - Aktorów mam na tyle kochanych, zdolnych i zdyscyplinowanych, że wiernie odgrywają to co ja im powiem, wiedzą jaką intonację głosu chciałbym usłyszeć, jakiej użyć barwy, czy ma to być wściekłość z gatunku złości, czy to ma być radość. Nieustannie na próbach powtarzałem im naczelną zasadę aktorstwa – wyrazić w naturalny sposób wszelkie emocje - od naturalnego śmiechu, po naturalny płacz, przez cynizm, sarkazm, zadumę, melancholię, rozpacz. Tak, aby wszystkie te stany dla widza były przekonywujące.
Jak przyznaje Jerzy Majda „widzowi można oszukać oczy”. Przez charakteryzację można z młodego zrobić starego, z dwunogiego można zrobić inwalidę. Jednak uszu nie da się oszukać. Bo jeśli emocje wyrażone zostaną w sposób nienaturalny, sztuczny, to widownia będzie bezwzględna i krytyczna w swojej ocenie.
- My dążymy do tego, żeby to nie był teatrzyk amatorski lecz w pełni amatorski teatr. Nie mamy podstaw zawodowych, ale dążymy do tego i tyle ile możemy robimy, by to brzmiało ze sceny jak najbardziej autentycznie, wiarygodnie, przekonywająco. Żeby widz wiedział, że traktujemy go poważnie a nie tylko na pół gwizdka, na pięćdziesiąt procent. Widzowi kitu, bajeru, bylejakości się nie wciśnie. Emocje muszą być naturalne – podkreśla reżyser.

Czują scenę
Lecz aby spektakl zawiązał akcję w sześciu odsłonach i dał widzom blisko dwie godziny dobrej zabawy, humoru, śmiechu - aktorzy już od września ubiegłego roku rozpoczęli swoje próby. Przez sześć miesięcy, dwa razy w tygodniu, spotykali się i ćwiczyli.
- Napisałem ten scenariusz i go wyreżyserowałem, ale cóż warta byłaby moja pisanina, i moja gadanina, gdyby oni tak tego nie zagrali – podsumował J. Majda
W spektaklu „Pensjonat pod Amorkiem” w roli małżeństwa wystąpili Wiesława Cichowicz i Janusz Kiełkiewicz, ciągłego pechowca zagrał Jerzy Grabowski, a w recepcjonistkę wcieliła się Sylwia Bartosiak. Udany debiut w roli doktora zaliczył Piotr Soliwoda. Natomiast grupę wokalną tworzyli: Agnieszka Borowska, Grzegorz Jaworowicz, Jadwiga Świątkowska z córeczką Anią.

Na najwyższym poziomie
Grupę teatralną niestety przeraża presja, że widzowie mają coraz wyższe oczekiwania. Nieustannie boją się porównań typu – to było fajne, ale tamto było lepsze. Ale jak przyznają sami sobie celowo podnoszą poprzeczkę, aby osiągnąć coś więcej ponad banał, standard, ponad przeciętność.
- Nas to mobilizuje! A ta grupa to są pasjonaci. Ci ludzie chcą się w ten teatr bawić, chociaż to już nie jest zabawa, bo to jest momentami ciężka praca, określony wysiłek i poświęcenie, oraz determinacja... ale to jest przede wszystkim pasja tych ludzi. Mam ósemkę pasjonatów teatralnych. Niczego więcej oczekiwać nie powinienem, bo do czego dążyłem to udało mi się osiągnąć – dumnie podkreśla Majda. - Mamy świadomość, że jesteśmy jedyną grupą aktorską w Kwidzynie, która tego typu spektakle realizuje. Cieszy mnie to, że w bardzo szybkim tempie się rozrasta. W ciągu ostatniego miesiąca zgłosiły się kolejne trzy osoby dorosłe. Nie miałbym nic przeciwko, żeby zjawił się ktoś, kto ma pomysł, scenariusz i zapędy reżyserskie. Chętnie widziałbym w ramach mojej grupy teatralnej dwóch reżyserów. Fajnie by było, gdyby ta rodzinka teatralna nam się powiększała, bo generalnie ludziom tego brakuje... zamiast siedzieć w domu przed telewizorem, na balkonie to można pobawić się w teatr – przekonuje nas kwidzyński animator.

Przed nami
Na tę chwilę grupa artystyczna kalendarz ma zajęty do końca września 2015 roku. Na zmianę grać będą „Rocznicę” i „Pensjonat”. Ponieważ zapotrzebowanie na ich spektakle jest ogromne.
- Od czerwca rozpoczynamy próby do programu muzycznego, tym razem bez udziału aktorów. Sześcioosobowa grupa wokalna przygotowuje program, na który złożą się piosenki z lat 30-tych. Będzie to półtoragodzinny program z dobrymi i klimatycznymi piosenkami. Wiem, że wokalistki szykują odpowiednie kreacje. Zależy nam, by oprócz ładnych melodii także zaprezentować i odtworzyć klimat lat 30-tych – uchyla nam rąbka tajemnicy Jerzy Majda.
Będzie ruch sceniczny, taniec i... wiele niespodzianek, na które już dzisiaj zapraszamy.

Oceń artykuł
Autor: eska | Piątek 5 czerwca 2015 | 000 11722
KWIDZYNIACY MAM PROGNOZA POGODY
Prawa autorskie 2010 - 2021 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem