Wtorek 24 maja 2022 | Imieniny: Joanny, Marii, Zuzanny

Rejestracja Zaloguj się
golfkwidzyn
AVIVA - SPRAWDZAMY JAKOŚĆ KWIDZYŃSKIEGO POWIETRZA - KLIKNIJ TUTAJ

Sport > Zawodowy

ROZMAWIAMY Z PREZESEM MMTS KWIDZYN

Robert Olszewski

 

Prowadzi Pan z powodzeniem od wielu lat działalność gospodarczą, proszę powiedzieć – skąd zrodziła się słabość do MMTS-u?

- To jest taki dług wobec Kwidzyna, miasta gdzie rozpocząłem i rozwinąłem swój biznes. Czułem potrzebę spłaty tego długu wobec jego mieszkańców. Piłka ręczna jest w Kwidzynie od zawsze. Dzieci grają w nią od najmłodszych lat. Sport rozwija, wzmacnia nie tylko fizycznie, ale też buduje charakter i pomaga w dorosłym życiu. MMTS jest takim „koniem pociągowym”, wizytówką. Młodzi często zaczynają grać w piłkę ręczną, bo utożsamiają się z zawodnikami MMTS-u. Mecze MMTS-u to widowisko, które dostarcza nie tylko emocji, lecz jest też miejscem spotkań mieszkańców. Po prostu Kwidzyn żyje piłką ręczną.

Czy według Pana szczypiorniak to największy potencjał miasta, któremu w jakiś sposób powinno się odwdzięczać?

- Tak. Uważam, że piłka ręczna w Kwidzynie to ogromny potencjał, który moim zdaniem można wykorzystać w jeszcze większym stopniu. MMTS, MTS, USAR to wszystko drużyny piłki ręcznej. W takich miastach jak Kwidzyn ciężko jest zaistnieć np. w piłce nożnej, bo do tego potrzebna jest infrastruktura i potężne środki, których chyba ciężko szukać w 40 tysięcznym mieście.

Proszę zobaczyć na Bundesligę, najlepszą moim zdaniem ligę na świecie. Piłka ręczna rozwija się właśnie w takich miejscowościach, nie aglomeracjach. Kluby w takich miejscowościach wzmacniają społeczność lokalną. Jest to coś z czego mogą być dumni. To coś co pomaga rozsławić imię miasta. Dzięki temu, że mamy MMTS - praktycznie co tydzień możemy usłyszeć nazwę miasta w telewizji.

W ostatnim czasie uznał Pan, że nastał czas żeby wyjść z drugiego planu i zostać prezesem MMTS-u. Przecież wcześniej posiadał Pan duży wpływ na losy klubu. Co było przyczyną tej rewolty?

- I miałem wpływ, i nie. Nie chciałem się w ogóle w to włączać. Ja gdzieś byłem z boku i tak naprawdę wyłączyłem się. Moja rola ograniczała się głównie do sponsoringu.

A dlaczego teraz? Dlatego że, chciałbym po sobie zostawić dobre wspomnienia. Podszedłem do tego jak do swojego biznesu. Prawda jest taka, że to jeszcze do końca nie działa tak jak bym chciał, ale mam nadzieje, że do końca sezonu będzie jak w szwajcarskim zegarku.

Wie Pan doskonale, że kibice będą oceniali efektywność pańskich działań przede wszystkim przez pryzmat wyników. Dlatego do tej oceny powinniśmy wrócić po zakończeniu sezonu. Chociaż nie da się ukryć, że zapowiadana zmiana trenera wpłynie w sposób zasadniczy na drużynę. To było prawdopodobnie Pana podstawowym zamiarem?

- Jeżeli chodzi o moje decyzje, to do uzyskania pożądanych efektów jest bardzo długa droga. To tak jak z reprezentacją Polski – był taki czas kiedy reprezentacja zdobywała medale i grała na bardzo wysokim poziomie, lecz był to jakiś krótki okres. Wyeksploatowaliśmy starych zawodników a nie przygotowaliśmy następców, bo liczył się wynik. Ja do tego podchodzę jak do biznesu. Dla mnie wynik (tak naprawdę) jest efektem wykonanej pracy w długim okresie. Dlatego nie koncentrujemy się na krótkotrwałym wyniku, lecz na tym, by realizować swój ambitny długofalowy plan, i wierzymy że to przyniesie efekty długofalowe.

Jeżeli w biznesie myślisz o pieniądzach, to ich nigdy nie zarobisz... chyba że masz dużo, dużo szczęścia. Najpierw trzeba skupić się na serwisie, na jakości, a efekty przyjdą same. I tą samą zasadą kieruję się przy sporcie.

A teraz o zmianie trenera. Zbyszek Markuszewski przyszedł do nas w pewnym celu, tak jak i ja. Miał przede wszystkim ustabilizować sytuację w drużynie i utrzymać drużynę w Superlidze i ten cel zrealizował tak jak trzeba. Dla nas (w tym sezonie) nie była tak bardzo ważna pozycja w tabeli, ale to, żeby sytuacja w klubie się uspokoiła. Zatem rola Zbyszka Markuszewskiego zakończy się z końcem bieżącego sezonu. Prowadząc klub, rozmawiam z wieloma osobami, ponieważ staram się szukać optymalnych rozwiązań. Dlatego też podjąłem decyzję, by klub objął od przyszłego inny trener. Trener, który ma trochę inny kierunek i sposób działania. Wybór padł na Bartłomieja Jaszkę. Mimo, że wielu uważa, że zaliczył u nas falstart. Uważam, że podjąłem dobrą decyzję i warto dać Bartkowi jeszcze jedną szansę. Poza tym Jaszka w tej chwili jest już związany z Kwidzynem i nam było łatwiej z nim te rozmowy prowadzić.

Nie obawia się Pan, że ta sytuacja może spowodować niższą pozycję w ligowej tabeli?

- Tego nie wiem. Jednak nie chodzi tu o to, żeby być rewelacją sezonu. Trzeba zbudować drużynę, która nie będzie tylko rewelacją jednego sezonu, a na stale sobie ugruntuje pozycję w czołówce tabeli. Potrzebny jest fundament. Jeżeli kibice uznają, że prezes Olszewski podejmuje złe decyzje i trzeba go zmienić, to dla mnie nie ma problemu. Można zmienić prezesa na innego, być może będzie lepszy. Ja robię to jak najlepiej potrafię, a czy robię to dobrze... to czas pokaże.

Wie Pan, że kibice mogą oceniać, ale kibice nie są decydentami. Oni mogą sobie pogadać, czy im prezes odpowiadać czy nie, ale w istocie rzeczy są inne osoby, które decydują. Dlatego proszę przybliżyć zmiany ilościowe w organach klubowych. Czy ta duża reprezentatywność w radzie nadzorczej ma jakiś sens?

- Rada nadzorcza do tej pory była trzyosobowa. W tej chwili jest tak, że rada została rozszerzona, aby osoby, które mają największy wkład (jeżeli chodzi o sponsoring) mogły współdecydować o losach klubu i miały dostęp do dokumentów. Wiadomo przecież, że skoro wykładam pieniądze to chciałbym wiedzieć zdecydowanie więcej od innych. Aktualna rada nadzorcza ufa mi w 100 procentach, ale mamy też grupę ludzi, którzy wspierają MMTS. Tych osób jest około 60-ciu. Mamy założoną grupę i na tym forum pojawiają się informacje (np. o tym, że w klubie pozyskaliśmy nowego sponsora, że podpisaliśmy kontrakt z jakimś zawodnikiem). Nie zawsze te informacje ukazują się w momencie, gdy ten kontrakt zostanie podpisany, ponieważ pewne rzeczy są bardzo delikatne i nie można ogłaszać ich zbyt szybko. Aczkolwiek staram się, żeby grupa tych ludzi wiedziała o tym wcześniej. Jak na razie to działa i te informacje nie wychodzą poza krąg osób zainteresowanych. Wiem, że wszyscy wszystko chcieliby wiedzieć od razu, ale tak się nie da. Należy zdać sobie sprawę z tego, że nie da się robić czegoś biorąc po uwagę zdanie każdej osoby. Ile osób tyle opinii. Różnica między mną (prezesem zarządu) a osobami wyrażającymi swoją opinie, proponującymi różnego typu rozwiązania jest taka, że moja zmiana zdania niesie za sobą pewne konsekwencje. Mamy podpisane kontrakty, które możemy ogłosić za tydzień, za półtora miesiąca. Podobnie zmiana trenera była ogłoszona wcześniej a nie na koniec sezonu. Uważam, że trzeba być w porządku w stosunku do trenera i do zawodników, aby każdy miał czas na to, żeby móc sobie jakoś tę przyszłość poukładać.

Czyli działacie ze sporym wyprzedzeniem.

- Skład na nowy sezon mamy już dopięty. Nie robimy tego w kwietniu, maju, czerwcu. To daje nam możliwość większego wyboru pośród zawodników dostępnych na rynku. Dajemy znać zawodnikom, którzy nie będą grali w MMTS-ie z dużym wyprzedzeniem, by też mieli czas na to, żeby sobie znaleźć inny klub.

Jeżeli chodzi o trenera, to trener układa sobie drużynę na kolejny sezon. Ze Zbyszkiem Markuszewskim była przeprowadzona rozmowa i on przychodząc do klubu wiedział, że to może być rok czy dłużej. Ogłosiłem informację o zakończeniu współpracy wcześniej, aby nowy trener Jaszka mógł sobie drużynę skompletować tak jak chce, a obecny trener miał czas na znalezienie nowej pracy. Oczywiście to nie jest tak, że trener przychodzi i mówi, że chce kogoś za 15 tys. euro, bo nas na to nie stać. To musi być wyważone między jakością a ceną i między tym jakim dysponujemy budżetem.

To jakim budżetem dysponujemy?

- Na razie budżet mamy zapewniony na kolejne dwa lata. Miasto Kwidzyn zgodziło się kontynuować wsparcie MMTS-u. W tej chwili kwota, którą uzbieraliśmy od prywatnych sponsorów to jest ok. 1 mln zł. To są głównie przedsiębiorcy z Kwidzyna, firmy kwidzyńskie, ale również spoza Kwidzyna, które kooperują ze mną jako z przedsiębiorcą.

A gdyby pojawiła się oferta od sponsora tytularnego, który chciałby przejąć finansową funkcję miasta. Jaką by Pan przyjął postawę wobec takiej oferty?

- Ja liczę wciąż na to, że taka oferta wpłynie. Będę bardzo szczęśliwy i będziemy mogli stawiać sobie wyższe cele (np. europejskie puchary). Powiem tak, jeżeli wpłynie oferta na pewno będziemy zadowoleni. Jakakolwiek by to nie była kwota x, y, z - każde pieniądze są mile widziane i nikt nie będzie odprawiony z kwitkiem.

Hipotetyczna sytuacja – kandydat na tytularnego sponsora nie będzie chciał mieć w klubie „drobnego” sponsoringu...

- Nie wyobrażam sobie, żebyśmy podziękowali i odwrócili się od sponsorów, którzy przyszli do klubu w momencie, kiedy on był w agonii. Nie ma takiej możliwości. Jeżeli przyjdzie sponsor to uważam, że jesteśmy w stanie dojść do porozumienia i doprowadzić do tego, żeby i sponsor tytularny i sponsorzy, którzy są w tej chwili - również z nami zostali.

O jakich zawodnikach można powiedzieć, że na pewno zasilą szeregi MMTS-u?

- Michał Potoczny, Filip Jarosz, Filip Wawrzyniak, Robert Kamyszek, Łukasz Zakreta i są jeszcze dwa nazwiska, jednak kontrakty są w fazie negocjacji.

Proszę powiedzieć o możliwości wypożyczania zawodników. Czy istnieje już jakieś formalne porozumienie między MMTS-em a USAR-em?

- Nie istnieje formalne porozumienie między MMTS-em a USAR-em, oraz MMTS-em a MTS-em. Mamy dobre relacje z zarządem USAR Kwidzyn i MTS Kwidzyn. Naszym celem jest ścisła współpraca z tymi dwoma klubami. Dla mnie, najważniejsza jest piłka ręczna jako dyscyplina. Im więcej osób będzie zaangażowanych w tę piłkę ręczną, to tym ta dyscyplina będzie bardziej popularna. Chcieliśmy dać zawodnika do ogrywania do USAR-a, ale stypendia na to nie pozwalają. Jeżeli mamy zawodnika w MMTS-ie i chcemy go wypożyczyć, to automatycznie mamy wstrzymane stypendia.

Bardzo byśmy chcieli tych zawodników utrzymać, bo my ich szkolimy a oni są nam zawsze zabierani, bo nas na nich nie stać. W tej chwili Arek Ossowski odchodzi do II Bundesligi. Bardzo chciał tam odejść. Po długich rozmowach z jego menadżerem wyraziłem zgodę, co wiąże się też z dosyć dużym zastrzykiem finansowym dla klubu (na poziomie 7-8 proc. budżetu). Sprzedanie Arka Ossowskiego dało nam możliwość podpisania 3-letniego kontraktu z Michałem Potocznym.

Czy można zarobić na transmisjach telewizyjnych?

- Trudne pytanie. Mecz w telewizji wiąże się z kosztami, bo trzeba mieć bandy LED, trzeba mieć terafleks – to jest wykładzina, która musi posiadać odpowiedni kolor. Nasza hala wyposażona jest w wykładzinę, ale w kolorze żółtym. Rozłożenie niebieskiej wykładziny to koszt ok. 6 tys. zł za każdy mecz transmitowany w telewizji. Bandy LED to też koszt ok. 5 tys. zł za każdy mecz. A wiadomo, że tak jak w biznesie - najważniejsze jest to, żeby minimalizować stałe koszty a maksymalizować stałe przychody. W związku z tym, podjąłem decyzję, że kupimy bandy, które są już własnością klubu. Teraz jesteśmy w trakcie zbierania ofert na zakup terafleksu i jest plan, by do końca sezonu taki terafleks był na naszym wyposażeniu (bez konieczności wypożyczenia). To pozwoliłoby nam ograniczyć pewne stałe koszty (wypożyczenie wykładziny, transport, sztab ludzi do rozłożenia).

Poza tym ważną rzeczą, którą robimy w klubie, to staramy się poprawić obsługę od strony fizjo. Prowadzone są prace, które pozwolą nam powiększyć gabinet fizjoterapii i chcemy wyposażyć go tak, żeby był na poziomie klubów, które grają na najwyższym poziomie, jak Vive oraz Płock, czy inne najlepsze kluby w Polsce. Oczywiście, jak już będziemy to mieli, to w ramach współpracy będziemy chcieli pomóc czy MTS-owi, czy SMS-owi, czy też USAR-owi - jeśli będzie taka potrzeba.

Jakie kryteria mogą mieć wpływ na to, jak długo pozostanie Pan prezesem klubu?

- Podstawowym kryterium jest bezpieczeństwo klubu. Podjąłem się misji prowadzenia klubu, żeby go uratować. Jak długo będę prezesem? Do czasu, aż klub będzie bezpieczny, poukładany organizacyjnie oraz wyłoniony zostanie mój następca. Na prowadzenie klubu potrzeba poświęcać dużo czasu, kosztem rodziny, firmy.

Kto najbardziej pomaga Panu w tym dziele?

- Najbardziej pomaga mi osoba, która jest ze mną w firmie już od wielu lat, która tak naprawdę włożyła bardzo dużo swojej pracy, a jest to Przemek Chrzanowski, ale również Grzegorz Kutyła, który z racji funkcji wiceprezesa zajmuje się wieloma rzeczami. Grzegorz Kutyła zadeklarował swoją pomoc do końca roku 2021. Jednak w wyniku potrzeby był w klubie dłużej, do 15 lutego bieżącego roku.

Grzegorz, tak jak i ja, to przedsiębiorca, a proszę mi wierzyć, że długofalowo łączenie funkcji w zarządzie klubu i prowadzenie firmy to nie jest łatwa robota. Podobnie jest z Przemkiem, który wykonuje tytaniczną pracę dla klubu współpracując ze mną w firmie. Przemek wykonał w klubie chyba największą pracę. Bez niego nie wyobrażam sobie działalności, bez niego czasowo bym tego wszystkiego nie obrobił.

Jak z perspektywy czasu można ocenić zawiadomienie publiczne o tym, że klub „zwija żagle” a po kilku dniach nastąpiła diametralna zmiana sytuacji? Wiele osób odebrało to jako działanie typowo marketingowe i wyreżyserowane.

- Po ukazaniu się informacji, że klub zostanie wycofany z rozgrywek, o pomoc zwrócili się do mnie zawodnicy, kibice oraz władze miasta. Wiadomo było, że finansowe wsparcie z miasta nie spełniało minimalnych wymogów nałożonych przez Superligę w procesie licencyjnym.

Dlatego burmistrz poprosił, żebym zaangażował się w nasz klub, a przede wszystkim uzupełnił budżet, aby zagwarantować płynność finansową. Udało się! Budżet klubu na dzień dzisiejszy jest ponad minimum gwarantujące nam udział w Superlidze.

Czy burmistrz stawiał jakieś warunki?

- Tu chodziło o to, żeby klub się utrzymał w Superlidze, bo wiadomo, że MMTS jest historią i tak naprawdę nikt sobie nie wyobrażał, aby klubu nie było. Burmistrz mi też ufa jako przedsiębiorcy, ocenia mnie przez pryzmat tego co robię na rynku. W związku z tym, poprosił mnie o to, żeby tę sytuację uratować. Miasto ma ograniczone możliwości finansowe i nie może być jedynym źródłem finansowania klubu.

Nie było wtedy żadnego chętnego do uratowania kwidzyńskiego klubu?

- Wygląda na to, że nie. Gdybym wtedy nie podniósł rękawicy, to klubu już by nie było. To jest pewne. Dosłownie w ostatnim momencie wstrzymałem transfery naszych zawodników, bo wcześniej dostali całkowicie wolną rękę i w Kwidzynie już by nikt nie został. Tak więc, byłoby już po MMTS-ie.

Z Robertem Olszewskim

rozmawiał Marek Sidor

Oceń artykuł
Autor: SIMAR | Środa 9 marca 2022 | 001 3144
Zenon
13-03-2022, 12:42
IP: 176.221.123.36
Średnio widzę sytuację MMTS po dwóch latach gdy miasto zaprzestanie wsparcia. Skoro było uzgodnione z trenerem Markuszewskim, że przychodzi na rok lub dłużej to dlaczego teraz Kotwicki wylewa żale na każdym kroku na profilu społecznościowym klubu? Asystent trenera pisze o hipokryzji zarządu, o złych decyzjach transferowych i źle wyraża się o trenerze Jaszce? Bardzo to jest dziwne i niesmaczne. Tak samo jak to, że najpierw główny sponsor się obraża, bo trener odbił mu kobietę będąca prezesem a gdy trener poślubił owa kobietę, to ponownie zostaje zatrudniony przez byłego partnera tej pani. Strasznie niesmaczne.
KWIDZYNIACY MAM PROGNOZA POGODY
Prawa autorskie 2010 - 2022 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem