Piątek 15 grudnia 2017 | Imieniny: Niny, Celiny, Krystiany
1°C WIATR:
14ms
08:55 16:23

Rejestracja Zaloguj się
POGODA
WIRTUALNA WYCIECZKA PO KWIDZYNIE - panoramiczne zdjęcia - KLIKNIJ TUTAJ

Gospodarka > Samorząd

PORAŻKA KWIDZYŃSKIEJ PO

Ta batalia ma długą historię. Wszystko zaczęło się od wielu prób Radosława Smejlisa uzyskania zgody, od dotychczasowego przewodniczącego Rady Miejskiej w Kwidzynie – Kazimierza Gorlewicza (PO), na wystąpienie podczas obrad sesji i przedstawienie swojego stanowiska w sprawie realizacji przez samorząd zwycięskiego projektu w ramach pierwszej edycji Kwidzyńskiego Budżetu Obywatelskiego. Niestety, władza się zaparła i uznała, że miejsce posiedzeń rady nie jest zbyt szczęśliwe dla prowadzenia tego typu debaty publicznej.

 

Na nic zdały się pretensje radnych opozycji, że niezadowolonego wnioskodawcę projektu trzeba wysłuchać. Kazimierz Gorlewicz nawet arbitralnie nie dopuścił do odczytania pisma mieszkańca przez jednego z radnych (?!). Zdeterminowany mieszkaniec napisał na transparentach hasła niezbyt korzystne dla kwidzyńskiej władzy i przyszedł z nimi na sesje. To musiało bardzo zaboleć, bo po raz pierwszy w historii obrady zostały przerwane i kontynuowane w dniu następnym. Kazimierz Gorlewicz uznał, że jest władny sam decydować i dodatkowo nie pozwolił nikomu z radnych wystąpić w tej określonej sprawie.

- Wspomniałem o krokach prawnych, które w tej sprawie zostaną podjęte i oznajmiam - pierwszy krok (a będą dalsze), a mianowicie został przygotowany wniosek do prokuratury. Ja bym tutaj nie chciał wymieniać terminów prawniczych i paragrafów o naruszenie powagi sesji, o wywieranie presji - mówiąc bardzo ogólnie i oczywiście ten przygotowany wniosek i pozostałe inne zostaną złożone m.in. tak jak powiedziałem do prokuratury - tak oznajmił 28 października 2016 r. Kazimierz Gorlewicz.  

 

"Wiedza z dobrych źródeł"

Jeszcze dalej poszedł w ocenie przewodniczący klubu PO – Jarosław Golder, który z kolei na listopadowej sesji, podczas rozpatrywania wniosku o odwołanie Kazimierza Gorlewicza z funkcji Przewodniczącego Rady Miejskiej w Kwidzynie, powiedział:

- Pan przewodniczący podjął taką decyzję, aby uspokoić atmosferę na tej sali, aby tutaj był porządek i ład. A zachowanie, które tutaj przez kilka tygodni się odbywało, to teatr śmiem twierdzić. To takie zachowanie ma znamiona nagonki politycznej – a po chwili dodał. - Chciałem również powiedzieć, że został złożony wniosek do prokuratury w tym względzie i wiem z dobrych źródeł, że prokurator wszczął postępowanie, czyli takie zachowanie miało znamiona przestępstwa a tak naprawdę doskonale wiemy, że Pan Kazimierz Gorlewicz jest chyba najbardziej doświadczonym samorządowcem w naszym mieście. W samorządzie jest od samego początku, czyli trudno zabierać Panu Kazimierzowi Gorlewiczowi brak doświadczenia, czy brak wiedzy.  

Minął rok od wypowiedzenia tych słów. W międzyczasie trwało procedowanie zgłoszonego zawiadomienia – były umorzenia, zaskarżenia i... w końcu sprawa trafiła na kwidzyńską wokandę. Nasza redakcja otrzymała wcześniej informację od Radosława Smejlisa, w której m.in. napisał „robię przed sądem konferencję prasową dotyczącą łamania podstawowych praw i wolności obywatelskich przez kwidzyńską Platformę”.

Było to 7 listopada, w godzinach rannych odbyła się konferencja prasowa a już w południe Sąd stanął na stanowisku, że to raczej strona wnosząca zawiadomienie ma problem ze zrozumieniem zasad demokracji i szeroko pojętej istoty debaty publicznej. Szkoda jedynie, że za „korepetycję z demokracji” zapłacimy wszyscy, ponieważ kosztami postępowania obciążony został Skarb Państwa.    

 

Sąd nie miał żadnych wątpliwości

Zatem bez żadnych skrótów przedstawiamy treść ustnego uzasadnienia, które wysłuchała zebrana w sali rozpraw publiczność i przedstawiciele mediów.  

 

TREŚĆ USTNEGO UZASADNIENIA WYROKU SĄDU REJONOWEGO W KWIDZYNIE UNIEWINNIAJĄCEGO RADOSŁAWA SMEJLISA  

Sąd orzeka, że oskarżony w sposób oczywisty nie popełnił zarzucanych mu czynów. Podkreślić należy, że zarzuty sformułowano w ten sposób, że oskarżony miał - 27 i 28 października 2016 r., podczas obrad Rady Miejskiej w Kwidzynie - pomimo niedopuszczenia do głosu, wydawać okrzyki uniemożliwiające prowadzenie obrad rady miejskiej, czym miał zakłócić porządek publiczny dla Kazimierza Gorlewicza.  

Sąd ustalił stan faktyczny w sposób następujący. Rzeczywiście dnia 27 października 2016 r. obwiniony, jako publiczność uczestniczył w XXIII sesji Rady Miejskiej w Kwidzynie. Obwiniony wywiesił transparenty na sali i w sposób całkowicie bierny, spokojny przysłuchiwał się trwającym obradom. Obrady były krótkie, trwały kilkanaście minut. Przewodniczący rady - Kazimierz Gorlewicz nie dopuścił nikogo do głosu, wygłosił tylko swoje krótkie expose i zakończył obrady, nie poddając nawet pod dyskusje tej swojej decyzji. Następnego dnia sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Obwiniony wywiesił transparenty o określonej treści i w sposób spokojny przysłuchiwał się trwającym obradom. W pewnym momencie głos zabrał Burmistrz Miasta Kwidzyna, który zwrócił się wprost do obwinionego proponując uczestnictwo w konferencji prasowej. Obwiniony, wywołany niejako do tablicy, wstał i ten pomysł zaakceptował. Nagranie ewidentnie pokazuje, że zachował się tutaj w sposób taktowny. Ukłonił się nawet burmistrzowi i na tym koniec.  

Sąd miał ten luksus, że nie dysponował tylko relacjami osób uczestniczących w tych obradach, ale dysponował dowodem obiektywnym, którego nie sposób zmanipulować. Sąd dysponował nagraniami zarejestrowanymi przez telewizję. Obraz z tych nagrań w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości - pokazuje, że podczas tych obrad nie doszło do żadnego zakłócenia porządku. Obserwując nagranie z dnia 27 października 2016 r. widać zupełnie jasno, że przewodniczący rady wygłasza określoną przemowę w sposób niezakłócony, mówi spokojnym głosem, w żadnym momencie nie zwraca uwagi na jakiekolwiek zachowanie poza sobą. Można zasadnie uważać, że jeśli doszło do zakłócenia porządku to na tym nagraniu pozostałby jakiś ślad w postaci określonego zachowania się przewodniczącego, który by reagował na jakieś niewłaściwe zachowanie obwinionego, który miał jakoby wnosić jakieś okrzyki zakłócające obrady. Nic takiego nie było. Przewodniczący rady mówi spokojnie, nikt mu nie przerywał. Na drugi dzień obrady wyglądały identycznie. Również mamy monolog przewodniczącego, w żadnym momencie nie jest zakłócany porządek. Na chwilę kadr pokazuje całą salę i widać reakcję radnych, nie obwinionego, który spokojnie siedzi na swoim miejscu przeznaczonym dla publiczności, a to radni reagują na określone słowa przewodniczącego czy burmistrza. Jeżeli już dochodzi do zakłócenia toku obrad to jest to spowodowane reakcjami radnych - nie obwinionego. Zresztą ewidentnie słychać wypowiedź przewodniczącego, który kieruje ją do radnych. Obwiniony w istocie odzywa się dopiero wtedy, kiedy burmistrz proponuje mu odbycie konferencji prasowej. Czyli dowody o charakterze obiektywnym jednoznacznie wskazują na to, że sytuacje do których jakoby miało dojść (biorąc pod uwagę treść zarzutów) - nie miały miejsca.  

Sąd uznał, że wypowiedzi świadka Gorlewicza, który przywoływał przebieg obrad i opisywał określone zachowanie obwinionego nie polegało na prawdzie. Tego rodzaju fakty po prostu nie miały miejsca. W ocenie Sądu świadek jest ewidentnie uprzedzony w stosunku do obwinionego i stosuje określone kryteria w stosunku do jego osoby. To znaczy, w stosunku do określonej sytuacji, która miała miejsce w przeszłości - świadek Gorlewicz nie reagował. Tutaj Sąd przywoła historię z pielęgniarkami, które weszły na salę obrad i wówczas nie uznał, że miało miejsce zakłócenie porządku. Mimo, że pielęgniarki wznosiły różne okrzyki, na pewno było też wzburzenie i emocje. I tak dalej. Tutaj taka sytuacja nie miała miejsca. Przewodniczący nie dopuszczał nawet do tego, żeby udzielić obywatelowi, który przecież nie przychodził ze swoją prywatną skargą, ale występował jako rzecznik inicjatywy społecznej. Wreszcie świadek sam nie ukrywał emocji. Świadek sam zakończył obrady nie poddając tego pod dyskusję z innymi radnymi, a przecież świadek nie był tam sam. Tam byli radni, którzy mogli mieć zupełnie inne zdanie. Kończąc tę sesję, bardzo przeszkadzają mu banery z tyłu... Tutaj w ocenie Sądu to jest to stronnicze nastawienie świadka - jego niechęć ewidentnie wyrażana wobec obwinionego, która ewidentnie objawiała się w trakcie tych zeznań, kiedy świadek mówił, że te banery mogły się przewrócić, mogły mu jakąś krzywdę zrobić, bo takie stwierdzenie padło. W debacie obywatelskiej tego rodzaju działania są dopuszczalne. Sąd mówi o postawie obwinionego. To nie były banery, które miały obraźliwą treść.  

Drugiego dnia widzimy taki moment, kiedy przewodniczący mówi swój monolog i w momencie, gdy pada zdanie „rozważam przerwanie obrad” - widać bardzo charakterystyczny ruch radnej obok niego siedzącej, która ewidentnie daje kuksańca przewodniczącemu, żeby nie przesadzał, żeby nie zakończył obrad, co ewidentnie widać po twarzy... To zachowanie nieadekwatne do sytuacji w danym momencie, wskazuje w ocenie Sądu jednoznacznie, że świadek był uprzedzony w stosunku do obwinionego i w sposób absolutnie nadmierny reagował na tą sytuację, która wówczas istniała. Denerwowały go te banery, denerwowało go to, że obwiniony chciał się domagać realizacji pewnego przedsięwzięcia społecznego (zgodnie z wcześniejszym przyrzeczeniem). To prawdopodobnie powodowało, że świadek zachował stronniczą postawę w stosunku do obwinionego i de facto przypisał mu zachowania, których on w ogóle nie popełnił. Z nagrań widać to ewidentnie, że nie było żadnych okrzyków, żadnego zakłócenia porządku w czasie trwania sesji.  

 

Istotne fragmenty uzasadnienia zostały przez redakcję odznaczone granatowym kolorem.

Oceń artykuł
Autor: kasa | Sobota 18 listopada 2017 | 000 1132
MAM PROGNOZA POGODY KWIDZYNIACY
Prawa autorskie 2010 - 2017 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem