Piątek 15 stycznia 2021 | Imieniny: Domosława, Makarego, D±brówki

Rejestracja Zaloguj się
RADIO KWIDZYNIAKÓW
AVIVA - SPRAWDZAMY JAKOŚĆ KWIDZYŃSKIEGO POWIETRZA - KLIKNIJ TUTAJ

Sport > Amatorski

MELDUNEK II Z BRAZYLII

W momencie, gdy piszę dla Was niniejszy „meldunek” mija mój drugi tydzień spędzony w Brazylii. Był to kolejny tydzień niesamowitych dla mnie przygód, pełen nowych doświadczeń w capoeira i bliższego poznania brazylijskiej kultury. Pragnę zaznaczyć, że Brazylia, którą opisuję to kraj, który poznałem osobiście... to Brazylia, którą pokazał mi urodzony tutaj Professor Bailarino, to miasto Fortaleza, oraz inne miejscowości w promieniu 300 km (jakie miałem okazję zwiedzić). Nie wiem czy na terenie całej Brazylii jest tam samo. Ja opisuję jedynie to co osobiście widziałem, słyszałem i czułem ;).

 

Trening na ulicy w Bairro z Graduado Indio i Graduado Mikkey z Grupo Capoeira Brasil Fortaleza

 

Tym razem o samej capoeira nieco później, a na początku chciałbym podzielić się z Wami smakiem brazylijskiej kuchni. W moim subiektywnym odczuciu kuchnia brazylijska jest przepyszna, wręcz wyśmienita, zarówno u Dony Sandry, mamy mojego nauczyciela, jak i w jakimkolwiek innym miejscu, gdzie miałem okazję delektować się smakiem brazylijskich specjałów. Dania złożone są z kilku potraw, a bazą niemal każdego posiłku jest ryż i fasola, które najczęściej doprawione są specjalnie przyrządzoną mączką farinha (tzw. farofa). Wydawać się może, że niby nic specjalnego, ale zarówno ilość sposobów, jak i jakość ich przyrządzania - zaskoczyłaby pozytywnie pewnie niejednego smakosza. Najbardziej popularne dania tutaj to salsicha, baiao de dois, tapioca i feijoada. Do posiłków serwowane są najczęściej soki ze świeżych regionalnych owoców, takich jak: mango, caju, acerola, agua de coco - przygotowywane tuż przed posiłkiem. Jeśli ktoś lubi zmęczyć się dobierając się do jedzenia, którego de facto nie jest za dużo, to polecam pysznego kraba ;). Z napojów innych niż owocowe - jestem w stanie polecić znakomite Skol, Taipava i dla twardzieli Cachaca ;). Będąc przy tym pysznym temacie nie sposób nie wspomnieć o wyśmienitym musie z jagód acai, który podany na zimno z dodatkiem bananów i bakalii - stanowi niesamowity rarytas dla podniebienia. Przyznam jednak, że bardzo tęsknię za pysznymi schabowymi i gołąbkami, które robi moja żona! To jest jedzenie najlepsze na świecie!!!

Przechadzając się uliczkami bairro i faveli moją uwagę przykuła pogodna natura tutejszych mieszkańców. Nie do końca wiem, co jest tego przyczyną, czy to nieustannie ogrzewające ich słońce, czy będący w pełni karnawał... ale my – Polacy, moglibyśmy zarazić się od Brazylijczyków nie (obecnie panującymi) wirusami zika i denga, a właśnie pogodną i przyjazną naturą. Poznałem wielu mieszkających tutaj Brazylijczyków i nikt nigdy na nic nie narzekał, nie marudził z byle powodu. Każdy z nich – bez względu na status społeczny czy zasobność portfela – był uśmiechnięty i mówił, że wszystko mu odpowiada. Zauważyłem, że tutaj wszyscy witają się gestem skierowanego w górę kciuka i na powitanie kierują do siebie słowa „tudo bem?” (z portugalskiego - wszystko dobrze?) i spotykają się z taką samą odpowiedzią tj. „tudo bem!”. Choć wielu z nich potrzebowałoby pomocy (w szczególności finansowej), to i tak są zadowoleni z życia, z tego co mają i co przynosi im kolejny dzień. Niezwykle miło jest przebywać w ich towarzystwie. Niemal wszyscy w tej okolicy słuchają swojej regionalnej, głośnej muzyki, chodzą po ulicy ze śpiewem na ustach i tanecznym krokiem. Z relacji osób, z którymi miałem przyjemność rozmawiać - wnioskuję, że radosna atmosfera towarzyszy im przez cały rok, a nie tylko w okresie karnawału.


Ubrudzeni mączką mela-mela

 

No... i wreszcie karnawał... Pochłonięty capoeirą nie miałem zamiaru wybierać się na karnawał, ale mój nauczyciel słusznie uświadomił mi, że być w Brazylii i nie wziąć udziału w karnawale to tak, jakby pojechać do Paryża i nie widzieć Wieży Eiffla. Zatem, wybrałem się z Professorem Bailarino i jego narzeczoną Kingą na imprezę karnawałową. Pojechaliśmy do miejscowości Caponga na plaże Belas Aguas, gdzie miałem okazję uczestniczyć w tym wyjątkowym wydarzeniu kulturowo-rozrywkowym Brazylijczyków. Wcześniej, na Avenida Beira Mar w Fortalezie, widziałem poprzebieranych w kolorowe stroje ludzi, poruszających się na ruchomych platformach i tańczących w rytmach gorącej samby, ale to co zobaczyłem w Belas Aguas to było dopiero piękne zjawisko. Tysiące ludzi w kolorowych strojach, potężnie nagłośniona muzyka (nie tylko na platformach, ale szczególnie w licznych samochodach wyposażonych w sprzęt audio kilkukrotnie przewyższający wartość samych samochodów). Wszyscy ludzie roztańczeni - na plaży, na rynku, na ulicach i na prywatnych posesjach - zarówno dzieci, które dopiero co nauczyły się chodzić, jak i ludzie w wieku mocno zaawansowanym, pamiętający pewnie czasy najstarszych Indian - tańczyli po prostu wszyscy! Był to kulminacyjny moment karnawału. Samba, forro i funky - brzmiały wszędzie! W pewnym momencie ni stąd ni zowąd podbiegła do mnie niezwykle uradowana starsza pani i... sypnęła mi w twarz białym proszkiem, którym okazała się mączka melo-melo. Po chwili zorientowałem się, że znalazłem się w środku niezwykłej zabawy a tysiące ludzi wokół mnie wyglądało jak z filmu „Walking dead” - wszyscy biali, obrzuceni melo-melo. Oj, działo się tego dnia... z pewnością na długo pozostanie mi to w pamięci. Byłem na karnawale w Brazylii, yeah!!!

Przechodząc powoli w temat capoeira chciałbym zwrócić Waszą uwagę na pewną kwestię. Jest to delikatny temat i tylko nieco go poruszę. To religia. Zaznaczam, że nie chcę w żaden sposób urazić uczuć religijnych kogokolwiek z Was. Jeśli to nastąpi... to z góry przepraszam. Otóż... zdecydowana większość Brazylijczyków to katolicy (nieco mniej jest ewangelistów). Na temat mniejszości religijnych nie zgłębiałem swojej wiedzy, ale w kwestii jednej nich zaczerpnąłem informację. Chodzi o candomble. Z pewnością wyznawcy candomble (przez niektórych porównywanej do voo-doo) stanowią nikły procent w porównaniu do katolików. Do czego zmierzam - otóż kilkukrotnie spotkałem się (w Polsce) z opinią, że brazylijska sztuka walki capoeira jest niezwykle niebezpieczna, nie tyle ze względów o charakterze fizycznym, ale o podłożu religijnym. BZDURA!!! Z całą pewnością były to opinie osób, które mają w zwyczaju wypowiadać się w temacie, o którym nie mają żadnego pojęcia. Ludzie, których poznałem tutaj w Brazylii (a jest ich niemało) to sami katolicy. Nie tylko z ich własnego przeświadczenia, że są katolikami, ale są to ludzie głęboko wierzący, chodzący regularnie do kościoła, wykonujący znak krzyża, gdy opuszczają swój dom i gdy go mijają, gdy przechodzą obok kościoła i przede wszystkim żyjący według zasad swojej wiary. Znam wielu capoeiristas nie tylko z Polski, ale z różnych stron świata i w zdecydowanej większości są to katolicy, a wyznawcę candoble znam tylko jednego, o którym nie warto wspominać na łamach tej gazety. Pragnę jedynie wskazać, że capoeira nie należy traktować przez pryzmat wiary jej fundamentalistów. Wszystko w świecie się zmienia, ewoluuje, zarówno nauka, przemysł, czy rolnictwo, ale także - kultura, sport i capoeira. Obecnie capoeiristas to w większości katolicy, bynajmniej ci, których ja znam. I szokuje mnie sytuacja, gdy pewien nauczyciel, który nie zna capoeira (nigdy nie był na żadnym treningu), próbuje przekonać mojego ucznia (trenującego od 4 lat), że capoeira to jakieś nieokiełznane zło i stanowi dla niego zagrożenie. Kabaret... Nieważne jest przecież, kto jaką religię wyznaje, czy jaki ma kolor skóry, bądź upodobania, ale to kto jakim jest człowiekiem.

No... i w końcu to, co stanowi główny cel mojego pobytu w Brazylii – capoeira!

Wziąłem udział w treningach w miejscowej sekcji Grupo Capoeira Brasil. Treningi prowadzone przez Instrutor Lagarto (Ricardo Souza) są dla mnie sporą dawką nowych doświadczeń. Poznaję nowe sposoby prowadzenia treningu, nowe techniki i sekwencje. Integracja z uczniami tej grupy jest niezwykle emocjonująca, wszyscy są życzliwi i pozytywnie nastawieni (nie tylko do treningu, ale i do życia). Na najwyższym poziomie jednak stawiam treningi z moim nauczycielem, Professorem Bailarino. To capoeirista wyróżniający się niesamowitą dbałością o szczegóły, perfekcjonista w każdym calu. Jego wskazówki dotyczące wykonywanych przeze mnie technik to cenna nauka. Tak samo jest w przypadku produkcji tradycyjnego instrumentu - jakim jest berimbau, czy chociażby nauki języka portugalskiego. Trening z nim trwa przez całą dobę. Przez ostatnie dwa tygodnie nauczyłem się od Professora Bailarino bardzo dużo. W samej kwestii technicznej poprawiłem kilka elementów, których nie mogłem opanować przez ostatnie kilka lat. To samo jeśli chodzi o zasady capoeiry czy muzykę. Wciąż uczę się nowych rzeczy i cieszę się, że mam taką okazję do rozwoju.

Przez ostatnie dwa tygodnie trenowałem w różnych miejscach, na plaży, na betonowym placu, w rozpadających się salach, czy na ulicy. Zdarzało mi się ćwiczyć w miejscach, w których nie sposób było zrobić zdjęcie, w obawie przed utratą aparatu czy telefonu. Bywały takie roda da capoeira, z których wracałem obolały, bo czasem dochodziło do konwersacji, gdzie niekoniecznie mowa werbalna była podstawowym środkiem przekazu. Były to dla mnie lekcje niezwykle cenne.

Poznałem kolejnych kilku capoeiristas (Mestres, Professores), z którymi kontakt był dla mnie ważny, bo zetknąłem się z historią każdego z nich, z ich capoeirą i życiem. Poznałem wytwórcę znakomitych berimbaus - Professor Coral z Grupo Capoeira Brasil, oraz autora pięknych pieśni capoeira - Mestre Paiakan z Grupo Cordao de Ouro. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, i od każdego z nich nauczyłem się czegoś innego.

Przede mną ostatni tydzień brazylijskiej przygody. Nie wiem co mnie jeszcze spotka, kogo poznam i co przeżyję. Jedno jest pewne, że nie mogę się doczekać kolejnego dnia, bo każdy jest dla mnie zagadką, odkrywaniem czegoś nowego.

Na koniec pragnę pozdrowić moją rodzinę, przyjaciół, Czytelników niniejszego artykułu, a w szczególności moich wspaniałych uczniów! Zarówno perełki z sekcji dziecięcej, jak i uczniowie ze starszej sekcji Grupo Capoeira Brasil Kwidzyn i Rakowiec - to dla mnie najlepsi uczniowie na świecie. Bardzo dziękuje Szymonowi Quebrado Talar, który koordynuje całą grupę w Kwidzynie podczas mojej nieobecności, oraz Bartkowi Wolverine Zółtańskiemu, który ma pod opieką sekcję w miejscowości Rakowiec. Już za nieco ponad tydzień zobaczymy się na treningu w Kwidzynie!!! Do zobaczenia!!!


Karnawał w miejscowości Caponga na plaży Belas Aguas

Oceń artykuł
Autor: Krzysztof Drypa | Czwartek 11 lutego 2016 | 001 5884
Grafek
11-02-2016, 23:53
IP: 78.88.105.19
Brawo Kwidzyński Tony Halik
MAM PROGNOZA POGODY KWIDZYNIACY
Prawa autorskie 2010 - 2021 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem