Sobota 29 lutego 2020 | Imieniny: Romana, Oswalda, Cyryla

Rejestracja Zaloguj się
RADIO KWIDZYNIAKÓW
AVIVA - SPRAWDZAMY JAKOŚĆ KWIDZYŃSKIEGO POWIETRZA - KLIKNIJ TUTAJ

Kultura > Wydarzenia

ROCZNICA ŚLUBU (PO PREMIERZE)

Po sukcesie „Augustowskich Nocy” z 2004 roku, „Pikniku pod gwiazdami” z 2006 roku, „Zjeździe absolwentów” z 2013 roku – przyszedł czas na kolejne przedstawienie tego samego środowiska artystycznego. Premiera najnowszego widowiska słowno-muzycznego Grupy Teatralnej Jerzego Majdy pt. „Rocznica ślubu” odbyła się 2 lutego 2014 r.

 

Przez sześć miesięcy Grupa Teatralna Jerzego Majdy pracowała nad nowym programem pod tytułem „Rocznica ślubu”. Grupa wokalna swoje przygotowania, poszukiwania podkładów muzycznych do repertuaru, zaczęła już w lipcu ubiegłego roku. Aktorzy natomiast rozpoczęli swoje próby od września.

- Aktorzy ćwiczyli dwa razy w tygodniu a wokaliści raz w tygodniu. W przeciągu ostatniego półrocza łącznie ćwiczyliśmy kilkaset godzin. Poza zajęciami grupowymi były także zajęcia indywidualne (z każdym aktorem po kolei), gdzie ćwiczyliśmy tylko i wyłącznie jego kwestie, obróbkę każdego zdania, każdego słowa, sylaby, by odpowiednio położyć akcent, aby wydobyć sens każdego zdania – zdradza Jerzy Majda, scenarzysta i reżyser spektaklu.

 

Inspiracje

Teksty Jerzego Majdy uznawane są za wiarygodne. Nie opisuje jakiś psychologicznie pogłębionych postaci. Jest lekko, łatwo i przyjemne. Spektakl przecież ma dawać ludziom relaks, odprężenie, radość i zabawę, a nie działać przygnębiająco.

Jak przyznaje Majda – scenariusz pisał dość długo, bo prawie trzy miesiące. W tym jednak przypadku miał ogromny komfort, ponieważ tworzył go pod trzy konkretne osoby (Zuzia, Wiesia, Jurek) i wiedział kto kogo będzie grać - poza dwoma wyjątkami (Sylwia, Janusz).

- Mój 29-letni staż małżeński był w minimalnym stopniu inspiracją. Była jedna scena, w której sparodiowałem żonę, ale nie powiem w jakiej. Tylko my o tym wiemy i traktujemy to jak zabawę. Nie było w tym nic obraźliwego czy złośliwego.

 

Zaproszenie na srebrne gody

Tym razem pretekstem do rodzinnego spotkania była rodzinka w składzie dość tradycyjnym, prawie że banalnym – małżeństwo z 25-letnim stażem, szwagierka, szwagier i teściowa.

- Fabułę można potraktować z przymrużeniem oka. Starałem się równo rozłożyć akcenty, czyli obu płciom leciutko i delikatnie przyłożyć po równo, ale bez złośliwości a raczej sympatycznie. Małe uszczypliwości są wskazane, bo panowie na widowni lubią jak babom się dokłada, a panie z kolei są całe szczęśliwe jak wychodzi, że ich super macho okazuje się pantoflarzem – z uśmiechem kwituje reżyser.

 

Amatorzy - zawodowcy

W roli szwagierki wystąpiła debiutująca Sylwia Bartosiak, szwagier to Janusz Kiełkiewicz, teściowa to Zuzanna Szulc, a dostojni jubilaci to Wiesława Cichowicz i Jerzy Grabowski.

- Aktorzy mają już doświadczenie jak zachować się w różnych miejscach, na scenach mniejszych, większych, przy publiczności bardziej spontanicznej, czy mniej spontanicznej. To są w tej chwili amatorzy–zawodowcy, tak bym ich określił, bo wiedzą jak się ratować w przypadku wpadki. Było trochę wpadek, ale szybko powychodzili z nich i sam byłem pod wrażeniem, kiedy błyskawicznie jedno słowo zastępowali drugim i udawali, że się namyślają co by tu... a w rzeczywistości było to rozpaczliwe szukanie w głowie – co miałem powiedzieć – z uśmiechem kontynuuje Majda. - Jest już taką żelazną, cholerną regułą, że generalne próby zawsze nam nie wychodzą. Wiem, że im gorzej jest na próbie generalnej, tym lepiej na premierze. Generalna miała wpadkę za wpadką. Wokaliści zapomnieli tekstu, aktorzy zapomnieli swoich ról. Było nieco nerwowo, ale udało nam się wszystko opanować.

Zasadą przy doborze piosenek była reguła, że również miały być lekkie i przyjemne. 21 piosenek zaśpiewali: Jadwiga Świątkowska, Tomasz Tykarski, Agnieszka Borowska i Karol Wasilczuk

- To co dobrze zaśpiewali to dzięki Jadzi, a to co źle to przez nich – wystawił laurkę sprawca całego zamieszania. - Czteroosobowa grupa wokalna jest bardzo prężna i zgrana. Wszyscy panowali nad głosem, nad widownią. Śpiewali bardzo czysto technicznie i włożyli serce w interpretację.

 

Cieszę się, że jest taka sztafeta

- Po co ja to robię? To jest pytanie. Kocham teatr. U mnie każdy spektakl teatralny wygrywa z filmem telewizyjnym czy kinowym. Dla mnie kino, telewizja - mogą nie istnieć. Natomiast teatr to jest to czym naprawdę żyję i jako widz, i jako reżyser, i scenarzysta.

Kwidzyn przez wiele lat był kulturalną pustynią, odnośnie teatru amatorsko-zawodowego. Nie liczę tu oczywiście „Sceny 2” Adama Karasia, która robiła wspaniałą robotę z młodymi ludźmi. Gdy Adam odszedł z Kwidzyna ta dziura pogłębiła się. Młodzi ludzie nie mają gdzie i z kim realizować pasji teatralnych. Musi być wariat – reżyser, wariat – lider takiego przedsięwzięcia, bo nikt normalny bez odrobiny takiego odlotu tego nie opanuje. Od czasów Stanisława Borowieckiego i jego Zespołu Nauczycielskiego im. Jędrzeja Cierniaka, od połowy lat 80-tych nic nie powstało. On przez dziesięciolecia prowadził teatr i robił naprawdę wspaniałą robotę dla Kwidzyna, dla promocji Kwidzyna. Nie śmiem się porównywać z tym co zrobił, z jego dorobkiem, z jego osiągnięciami, z jego dokonaniami, ale chociaż w minimalnym stopniu chciałbym kontynuować jego dzieło. Cieszę się, że spoiwem, które łączy teatr Pana Borowieckiego z moim - są aktorzy w osobach Zuzanny Szulc i Janusza Walora. Cieszę się, że jest taka sztafeta. Będę to robił nadal i to bez względu na kłopoty, niedogodności, trudy i czasami nieżyczliwe komentarze.

Frekwencja jaka była na sali widowiskowej kwidzyńskiego teatru świadczy i potwierdza fakt, że ludzie chcą się bawić, chcą wylewać łzy ze śmiechu i chcą się wzruszać. Ponad sto dwadzieścia minut było dla widowni przywołaniem minionych lat. Stare, dobre i przyjemne piosenki „odkurzyły” w pamięci własne sytuacje życiowe, które wydawałoby się, że były tak niedawno. Jednym słowem - widowisko muzyczne zachwyciło.

 

W poczekalni

2014 rok jest przeznaczony na przemienne granie dwóch spektakli „Zjazd” i „Rocznica”. Oprócz tego przygotowanych jest kilka mniejszych form muzyczno-teatralnych. Najbliższa to „Walentynki czterdziestolatków”, z którym grupa wystąpi 14 lutego poza Kwidzynem. W planach jest program na Dzień Matki (w obsadzie wokalno-aktorskiej) oraz pieśni patriotyczne na 11 listopada.

- Oczywiście na tym nie poprzestaniemy. Przygotowane są dwa kolejne scenariusze. Jeden to scenariusz piątego już widowiska muzycznego o roboczym tytule „Pensjonat pod Amorkiem”. Akcja będzie się działa w sanatorium. Myślę, że uda mi się skonstruować zabawną intrygę, zawiązać akcję, która da widzom dwie godziny relaksu, odprężenia, zabawy, humoru, śmiechu. Drugi scenariusz to pełnowymiarowa sztuka teatralna, bez grupy wokalnej o roboczym tytule „Casting”, w której wystąpi sześcioro aktorów. Daty premiery jeszcze nie znamy, bo uzależniony jestem od dyspozycyjności czasowej i od możliwości aktorów – powiedział Jerzy Majda.

 

Aktorsko – wokalna rodzinna fotka

Oceń artykuł
Autor: eska | Piątek 7 lutego 2014 | 000 8990
MAM PROGNOZA POGODY KWIDZYNIACY
Prawa autorskie 2010 - 2020 © Puls Kwidzyna | Projekt i wykonanie Studio Siedem